Kontrola biletów 1

Wracała z pracy, zmęczona, wściekła i poirytowana. Szefowa znowu czepiała się nie wiadomo, o co i sama nie wiedziała, czego chce. Jeszcze ten deszcz. Jakby nie miała dość problemów. Gdy wychodziła z domu ubrała tylko cienką białą sukienkę. Za oknem świeciło słońce, na termometrze było 26 stopni a przecież było jeszcze wcześnie. Miała prawo uważać, że będzie cieplej po południu, ale nie, nawet pogoda musiała zrobić jej niemiłą niespodziankę. Padało coraz mocniej, wiał zimny wiatr a ona drżała na całym ciele. Biała sukienka stała się niemalże przezroczysta, jej sutki stwardniały z zimna i wyraźnie się pod nią odznaczały. Do domu na szczęście zostało już tylko jakieś dwieście metrów, i wreszcie wysuszy się i pójdzie spać. Miała już szczerze dość tego dnia i nie chciałaby trwał dla niej jeszcze dłużej. Gdy była pod klatką przypomniała sobie, że klucze od mieszkania zostały w schowku samochodu… Samochodu, który dziś rano oddała do warsztatu na drugim końcu miasta. Cicho przeklinała w duchu, na czym świat stoi i powlokła się z miną skazańca na przystanek.
Podjeżdżający autobus sprawiał wrażenie, jakby wyłonił się zza ściany deszczu. Prawie niczego nie było już widać poza kroplami wody rozpryskującymi się na szybie. Chciała odbić bilet ale wszystko co było w torebce było przemoczone, także miała świadomość, że jest pasażerem na gapę. Tego dnia nic nie mogło jej już zdziwić. Także to, że dwa przystanki dalej trafiła się kontrola biletowa przyjęła raczej ze spokojem. Dwóch mężczyzn jeden na oko mógł mieć 30 lat, drugi dobiegał 40. Wyglądali dość przyjemnie. Gdyby nie okoliczności to może, nawet skusiłaby się na flirt. Ale dziś nie miała na to najmniejszej ochoty.
Bileciki do kontroli.
Nie mam. To znaczy mam, ale zamókł nim zdążyłam go odbić.
Jasne, rozumiemy. Dowód osobisty poproszę i wypisujemy mandacik. Odezwał się spokojnie młodszy z nich.
Tego nie przewidziała. Miała wciąż stary dowód osobisty. Tyle razy zabierała się do wymienienia go, ale wciąż zdarzało się coś, co powodowało, że tego nie robiła. Brak czas, zamknięty fotograf, brak kasy… No dobrze większość tych powodów była bzdurna, ale faktem jest, że dowodu nie miała.
Proszę Pani. Dowód prosimy dołączył się starszy.
Wyjęła z Torebki to, co z niego zostało i podała im. Obydwaj patrzyli na to rozmoczony papier przez chwilę, po czym znów odezwał się młodszy.
Pani wybaczy, ale niestety ten dokument uniemożliwia sprawdzenie pani danych. Pojedzie pani z nami na pętle a tam potwierdzimy dane przez policję. Proszę się nie bać to czysta formalność.
A czy ja nie mogłabym po prostu zapłacić panom i jechać dalej?
Niestety, nie wolno nam przyjmować wpłat od pasażerów. Nowe przepisy nie pozwalają na to.
Dobrze jedźmy, zatem.
Pół godziny dzieliło ich od pętli, było jej zimno, sukienka nadal była mokra, a gdy wysiadła z autobusu przemokła całkiem. Wszystko było dokładnie widać. Także to, że pod sukienką znajdują się wyłącznie skąpe białe stringi i nie ma pod nią stanika. Równie dobrze mogłaby jej nie mieć. Panowie chyba to zauważyli, bo gdy tylko weszli do budynku starszy się odezwał.

Ciąg dalszy opowiadania